Strona Główna


FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Paris-Brest-Paris 2011
Autor Wiadomość
Leszek Szendzie 

Dołączył: 28 Lip 2011
Posty: 4
Skąd: Swiebodzin
Wysłany: Wto Paź 18, 2011 9:33 pm   Paris-Brest-Paris 2011

BEZ SNU we FRANCJI

Tłumaczenie artykułu z miesiecznika TOUR 10 / 2011
Tlumaczyl: Dr n.med. Leszek Szendzielorz, po uzysknie specjalnego zezwolenia
autora artykulu p. Manuela Jekel oraz Redakcji miesiecznika TOUR
Tytuł oryginału: „ Schlaflos in Frankreich „
Autor artykułu: Manuel Jekel
Zdjęcia: Florian Schuh
_____________________________________________________________________________

Po ponad 48 godzinach na siodelku roweru rezygnuje. Czego ja wszystkiego nie wyprobowalem: przyjmowalem tabletki koffeiny, glosno spiewalem, bezsesownie podejmowalem sprinty. To wszystko po to, aby reanimowac swoj organizm. W koncu prosze mojego kolege, z ktorym jade aby mi wymierzyl porzadny policzek. Jak jednak po kilku minutach skutek tych wszystkie prob ustapil, informuje Lasso, kapitana naszego Teamu, ze ja na nastepnym punkcie kontrolnym moja jazde koncze. Inni moga jechac dalej beze mnie – ja juz dalej nie potrafie jechac.


MORTAGNE-AU-PERCHE ( 140 km ) godz. 18.00

Osiagamy punkt kontrolny, znizam sie do ziemi, pozwalam podac sobie kawe i zaopiekowac sie moim opuchnietym sciegnem Achillesa przez naszych pomocnikow.
Patrze na twarze moich kolegow. Na twarzach wszyskich widac wielkie zmeczenie, letargiczne spojrzenia. Jest jasne, ze zaden z nich nie czuje sie lepiej niz ja.
Dopiero jak jeden z naszych opiekunow powiedzial do mne, ze jest dumny z tego, ze mnie w ogole poznal, to wydarzylo sie cos czego ja sam nie potrafie pojac: na komende do dalszej jazdy po prostu wskakuje na rower. Jeszcze 140 km…

Nie ktore rzeczy w Maratonie Paris–Brest–Paris, jako kolebce wszystkich dlugodystan-sowych maratonow, sa ciezko do pojecia.

Ten Maraton–Mamut jest wielka szkola woli. Ponad 618 km trasa prowadzi z francuskiej stolicy do najbardziej na zachod wysunietego skrawka Francji. Potem po prawie identycznej trasie znowu spowrotem. Po drodze rowerzysci walcza z letnia spiekata, nocnym chlodem, z przeciwnym atlantyckim wiatrem, apokaliptycznymi oberwaniami chmur, przeciwko okolo 300 wzniesieniom, ktore lacznie tworza 10.000 m przewyzszenia jak i gruboziarnistemu brytanskiemu asfaltowi, ktory powodowal co u niektorych krwiaki wielkosci dloni na ich siedzeniu.
Najwiekszym jednak przeciwnikiem jest ten niewidoczny przeciwnik, ktory siedzi w kazdym z nas. To jest zmeczenie, ktoremu nawet ten najsilniejszy predzej, czy pozniej musi sie poddac.
Jeszcz 2 dni przed moja o malo co rezygnacja swiat widzialem w zupelnie innych kolorach. Jako jeden z 5.200 uczestnikow czekam na start w Guyancourt, na przedmiesciach Paryza, wsrod tych, ktorzy pokonali wszystkie kwalifikacje do tego odbywajacego sie co 4 lata ekstremalnego Happeningu. Sa za mna 2 lata mentalnego i fizycznego przygotowywania sie do tej imprezy. Z radoscia, ze juz za chwile ruszymy, miesza sie ze soba respekt i strach. To jest strach przed tym niewiadomym: czy wystarcza te 10.000 km mojego treningu, ktore obok pracy zawodowej i rodziny od lutego przejechalem ? Jak zareaguje moj organizm na to wielkie obciazenie ? A jak zareaguje moj organizm na to wszystko po 2 bezsennych nocach ?


PARIS ( 0 km ), godz. 16.10.

Strzal do startu padl, na reszcie panujace napiecie sie rozladowalo. Jako jeden z 18 osobowej druzyny Heinemann PBP wyruszamy w trase. W dzikim tempie przejezdzamy przez przedmiescia tej metropolii. Aby uniknac chaosu przy starcie, organizatorzy wypuszczaja startujacych w wielu blokach. Pomimo to ryzyko upadku jest bardzo duze. Tempo jest absurdalnie wysokie, poniewaz kazdy, jak tylko moze najdluzej chce wykorzystac jazde za peletonem. Co jakis czas tempo hamuja przejazdy kolejowe lub przewezenia ulic. Kiedy Marcus, jeden z moich kolegow z grupy, upada na jezdnie, po najechaniu na zgubiona przez kogos torebke podsiodlowa, postanawiamy zwolnic i jechac wlasnym tempem. W koncu czas koncowy maratonu Paris–Brest–Paris nie zalezy od pierwszych kilometrow maratonu.


NIKOGO nie ZOSTAWIAMY.

Ten pomysl wypuszczania uczestnikow maratonu w grupach powstal w 2009 roku i jest dosc niezwykly. Przewaznie kolkarze startuja sami i po drodze podejmuja decyzje jechania w grupach. W naszej grupie jechalo mn. 3 nauczycieli, 3 programistow, 2 lekarzy, 2 muzykow orkiestrowych i jeden doradca podatkowy. W osobie naszego kolegi Hugo, jako pastora ewangelickiego mielismy wsparcie niebios.

Nazwa naszego teamu pochodzi od firmy techniki medycznej Heinemann, ktora to nalezy do naszgo kolegi z peletonu Franka Spillnera. Nasza zasada jest jechac tak szybko jak to mozliwe, ale niekogo nie zgubic, chyba ze sam od siebie zrezygnuje z dalszej jazdy.

MORTAGNE-AU-PERCHE (140 km ), godz. 20.30

Nie myslelismy, ze osiagniemy Paris bez strat ale ze pierwszy kolega wycofa sie tak wczesnie tego tez nie przypuszczalismy. Nasz kolega Meno finisher z 2007 roku, jeden z silniejszych z naszej grupy schodzi z roweru juz na pierwszym punkcie zywnosciowym. Juz po przejecha-niu pierwszych 100 km skarzyl sie na uczucie zawrotow glowy i wysoki puls. Najwyrazniej porazenie sloneczne, ktore rozwinelo sie w okresie czekania na start w potwornym upale.

Po opanowaniu szoku zwiazanego z tym faktem, ubieramy kamizelki ostrzegawcze i przy temeraturze 19°C zblizamy sie do pierwszej nocy maratonu. Jazda w ciemnosci, zwlaszcza w grupie przy swietle nowoczesnych reflektorow ma szczegolny urok. Poniewaz oczy otrzymuja mniej bodzcow niz w nocy, automatycznie ostrzejsze staja sie inne zmysly. Na przyklad szum peletonu nigdy tak wyraznie nie odbieralem jak w nocy. A noc przygotowuje nam dalsze niespodzianki: mieszkancy wielu wsi i miasteczek stoja na skraju drogi do poznych godzin nawet po polnocy aby nas dopingowac i zaopatrzyc w napoje i zywnosc. « Allez les Blues « Dalej, naprzod niebiescy slyszymy ciagle, ze wzgledu na nasze nibieskie trykoty. O godz. 3.00 w nocy, po 11 godzinach osiagamy Fougeres. Ponad 1/3 dystansu jest za nami. Gdybysmy nie mieli 3 przebitych detek bylibysmy na pewno szybciej.


CARHAIX-PLOUGUER ( 525 km ), godz. 11.30

Pomiedzy nami, a Brest lezy najciezszy odcinek naszej trasy z podjazdem na ten bezdrzewny 350 metrow wysoki Roc´h Trevezel. Jest to najwyzsze wzniesienie Bretanii.
Za nami leza juz pierwsze kryzysy. Niesamowite bole kolan i sciegien Achillesa zmuszaja naszego kolege Guido do rezygnacji z dalszej jazdy. W moim przypadku kryzys przychodzi pozniej niz oczekiwalem. Pomimo ze nogi dobrze kreca, mam momentami przycmiony obraz widzenia. Ponad 2 godziny nie moge nic innego rozroznic, jak tylko tylne kolo mojego poprzednika. W tej sytuacji pomocne sa rozmowy z moimi kolegami z grupy, zmiana pozycji i glebokie wdechy i wydechy powietrza.


DOSWIADCZENIE NA CALE ZYCIE.

Dlaczego ? Dlaczego robia to rozsadni ludzie, taka mordega ? To pytanie slysza dlugodystan-sowi maratonczycy wcale nie rzadko. W przypadku maratonu Paris–Brest–Paris motywacja dla wielu maratonczykow jest dluga tradycja maratonu. Jednak sam mit tego maratonu nie jest wyjasnieniem, dlaczego jest tak duza ilosc uczestnikow. Czesto te wyjasnienia brzmia banalnie ale z tego powodu nie sa one nie prawdziwe. Wsrod wielu argumentow slyszymy: “doswiadczyc, jakie sa moje wlasne granice”, “przezyc uczucie zycia we wspolnocie”, “raz w zyciu zrobic cos zwariowanego”.
Szczegolnie piekny powod startu w maratonie podal mi moj kolega z grupy Hendrik. On powiedzial, ze chcialby tu przezyc cos, co mu bedzie towarzyszyc przez cale zycie. Pod tym moge sie takze i ja podpisac.


BREST ( 618 km ), godz. 15.30

Wlasciwie powinnismy sie cieszyc, bo wszystko, co teraz mamy przed soba jest nam zname. Jednak te ostatnie kilometry przed tym miastem portowym nad Atlantykiem przebiegaja dosc opornie. Pokonane przewyzszenie i ten rozpoczynajacy sie za Carhaix deszcz daly sie nam mocno we znaki.
Robert i Frank wygladaja marnie. Jak juz drugi raz wspinamy sie na Roc`h Trevezel wowczas Robert i Frank wycofuja sie rownoczesnie. Do tego jeszcze hamuja nas ciagle przebite detki. Czy ich bylo 12, czy 14 nikt nie wie. W kazdym razie o wiele za duzo.
To ze Maraton Paris–Brest–Paris jest inny, widac tez po sprzecie, na ktorym sie tu jedzie.

Dla naszych carbonowych rowerow nie znajdujemy tu wielkich slow uznania. Wielu uczestnikow jedzie na ramach stalowych, czesto z dynamem, klasycznymi blotnikami i szerokimi komfortowymi oponami. Takze i ja dostrzegam, ze cierpia tu szczegolnie rece i siedzenie. Komfort jazdy w miare uplywu kilometrow jest coraz wazniejszy. Ciezar sprzetu, opor toczenia i aerodynamika schodza na plan dalszy.


SAINT-MARTIN-DES-PRES ( 755 km ), godz. 22.00

Bretania, kraj Asterixa i Obelixa. Wpadamy w gigantyczna front burzowy. Dlugo jednak zanim zaczelo padac, blyskawice i burza zapowiadaly zblizajace sie nieszczescie. Potem przychodzi jak uderzenie piesci. W tym deszczu o kroplach jak wisnia nie ma mowy o dalszej jezdzie. Aby uciec przed tym potopem ratujemy sie w pewnej wiosce i stajemy pod waskim dachem kamiennego domu. Nagle obok mnie otwieraja sie drzwi. « Prosze wejsc do srodka «
zaprasza mnie wlasciciel domu. « Ja mam jeszcze 13 przyjaciol « odpowiedzialem. Ten mezczyzna wstrzymal sie na sekunde ale zaprasza nas wszystkich, brudnych, jak bylismy do jego ciasnego mieszkania. W krotkim czasie ten pokoj rozgrzal niczym mieszkanie w tropiku. Niektorzy z nas polozyli sie natychmiast na ziemi probujac sie zdrzemnac, zas moj kolega Holger zasiadl do Laptopu naszego gospodarza aby dosiedziec sie jaka jest prognoza pogody na nastepne godziny. Prognoza jest zla. Ten deszcze bedzie nam jeszcze jakis czas towarzyszyl. Pomimo wszystko 40 minut korzystamy z luksusu aby nie musiec jechac w dalsza droge.


WALKA O ZYCIE

Sa w zyciu momenty, jak ten podczas martonu Paris–Brest–Paris, ktore sa doswiadczeniem natury egzystencjonalnej. Podczas naszej jazdy nikt z nas nie ma tego poczucia, ze stracilismy wiele czasu. Rownoczesnie jest coraz wyrazniejsze to, ze ani kaprysy pogody, ani przebite detki lecz ta wielogodzinna jazda bez snu jest naszym glownym problem. To marzenie, ktore niektorzy z nas mieli aby linie mety osiagnac w 48 godzin juz dawno pogrzebalismy. Dla wielu z nas chodzi tylko o jedno aby dojechac do mety.


ILLIFAUT ( 818 km ), godz. 0.30

Po raz kolejny potworna burza zmusza nas aby nasza jazde na jakis czas przerwac. W tym czasie zjawia sie nie zapowiedziany punkt kontrolny. Jednak cali mokrzy, bez kocy nie ma mowy o spaniu. Szczekajac zebami i trzesac sie z zimna postanawiamy po 1,5 godzinie aby jechac dalej.


FOUGERES ( 917 ), godz. 8.30

Jak na zlosc Axel, ktory zwykle jedzie jak maszyna, decyduje sie, po punkcie kontrolnym na przerwe. Nie chce nic innego jak tylko spac aby potem juz wypoczety z jakas inna grupa dojechac do mety. Niedlugo potem postepuje za nim Karsten, ktory juz od dluzszego czasu walczy z halucynacjami. Dlaczego ja sie do nich nie dolacze ? To jest spowodowane strachem przed poddaniem sie, zyczenie aby to jak najszybciej doprowadzic do konca. Oczywiscie takze i ten ciezar jaki na mnie spoczywa aby ten reportaz ujrzal swiatlo dzienne.

Tak to widzac trzeba powiedziec, ze Maraton Paris–Brest–Pris jest czyms, jak w normalnym zyciu. Czesto podejmuje sie zle decyzje, a pomimo wszystko na koncu wychodzie sie na tym dobrze.

Krotko przed Mortagne-au-Perche, gdzie bylo wyznaczone miejsce spotkania dojezdzaja do nas Karsten i krotko po tem Axel. Ta krotka przerwa polaczona ze snem dodala im tyle energii, ze z jasnym umyslem mogli dalej jechac i nas nawet dogonic. I tak osiagnelismy w koncu Paryz w 14 osobowej grupie po 53 godzinach i 59 minutach. Niektorzy byli tak wzruszeni, ze plakali ze szczescia. Ja sam bylem tak wyczerpany, ze bylem wprost nie zdolny do jakichkolwiek wzruszen. « Nigdy wiecej « pisalem SMS do redakcji. Jednak po kilku dniach widze to zupelnie inaczej. Zobaczymy…
______________________________________________________________________________





PARIS – BREST - PARIS

Paris – Brest – Paris jest najstarszym maratonem rowerowym na swiecie. Od 1891 do 1956 roku maraton ten odbywal sie jako maraton dla profesjonalistow i amatorow. Od 1931 roku wprowadzo tzw. Jazde na wytrzymalosc ( po niemiecku: AUSDAUERFAHRT, po francuzku: BREVET ).

To znaczy, ze liczy sie nie zwyciestwo lecz dojechanie do mety. Limit czasu wynosi 90 godzin. Jako Brevet Paris – Brest – Paris odbywa sie co 4 lata. Ten kto chce startowac musi w tym samym roku, w ktorym odbywa sie maraton zaliczyc 4 Brevets kwalifikacyjne: 200, 300, 400 i 600 km.

Oplata startowa w tym roku wynosila 110,00 EURO bez wyzywienia i picia. Na 20 punktach kontrolnych uczestnicy musza ostemplowac ksiazeczki jazdy.
Oznakowanie trasy bylo perfekcyjne. W nocy droge wskazuja oswietlone strzalki.

W porownaniu do innych maratonow, trzeba stwierdzic, ze w tym maratonie rzuca sie w oczy niezwykle duza ilosc rowerzystow jadacych na rowerach w pozycji lezacej oraz tandemow.


INFO:
www.paris-brest-paris.de
www.audax-randonneure.de
( Niemiecka Organizacja Dlugodystansowcow )

______________________________________________________________________________


Drodgie Kolezanki i Koledzy. 18.10.2011

W pierwszej kolejnosci chcialbym serdecznie pogratulowac tym uczestnikom tegorocznego PBP, ktorzy wystartowali i szczesliwie ukonczyli ten bez watpienia ciezki maraton. Jest mi wiadomo, ze wszyscy uczestnicy z Polski maraton ukonczyli.
Mam nadzieje, ze nikt z Was nie bedzie czul sie poprzez tlumaczenie tego artykulu urazony.
Oryginal zeszytu 10/2011 jest w moim posiadaniu. Wraz z wyzej zalaczonym tekstem jest w tym artykule buzo pieknych zdjec, ktore byloby trudno do tego tlumaczenia dolaczyc.
Jezeli jednak sa chetni, ktorzy chcieliby oryginal tego artykulo posiadac, to prosze zwrocic sie do mnie droga mailowa z podaniem swojego adresu mailowego abym ten artykul mogl przeslac na podany adres.

Ze strony redakcji TOUR istnieje zainteresowanie takze naszym, czy Waszym BB-TOUR. Nie jest wykluczone, ze moze sie pojawic jakas informacja w tym czasopismie o odbytym juz jak i o przyszlej edycji BB-TOUR. Miesiecznik TOUR wychodzi w 12 krajach UE. Szkoda, ze nie w Polsce.

Zegnajac sie z Wami zycze Wam szerokiej i szczesliwej drogi i duzo sukcesow nie tylko na naszych polskich ale tez i europejskich drogach.

Z kolarskim pozdrowieniem


Leszek Szendzielorz
e-mail:L.szen@hotmail.com
 
 
Poziom: 1 HP   0%   0/18
   MP   100%   8/8
   EXP   33%   3/9
Krzysiek 

Wiek: 43
Dołączył: 05 Mar 2006
Posty: 89
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pią Paź 28, 2011 8:32 am   Re: Paris-Brest-Paris 2011

Troche nie rozumiem dlaczego jest tutaj zamieszczone tłumaczenie a nie relacja jakiegoś polskiego uczestnika :-) Namawiam Czarka żeby opisał swoje doświadczenia z PBP, może inni koledzy też by napisali jakieś wskazówki dla osoby która chce wystartować za cztery lata w tym maratonie ?
 
 
 
Poziom: 8 HP   0%   0/159
   MP   100%   76/76
   EXP   42%   8/19
CEZAR

Dołączył: 28 Mar 2006
Posty: 10
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pią Paź 28, 2011 9:45 pm   

Uderz w stół a nożyce się odezwą.
Rzeczywiście jest już w sieci kilka relacji Polaków uczesniczących w PBP. Rzeczywiście widze potrzebe spisania spostrzeżeń, bo z pewnością wielu będzie teraz chciało powtórzyć nasz wyczyn lub poprawić wynik.
Organizator PBP do osób zarejestrowanych e-mailem wysyła materiały w których jest min. kilka wskazówek jak się przygotować, co zabrać. Nie zawsze są to trafione wskazówki bo np. relia polskie są inne - trzeba dojechać, nie zna się języka itd. Poszukam i prześle linki do naszych relacji. Pozdrawiam i jestem otwarty na pytania
Cezary Urzyczyn cezaurzy[at]poczta.fm
 
 
 
Poziom: 2 HP   0%   0/30
   MP   100%   14/14
   EXP   0%   0/8
Sponsor forum

Dolaczyl: 30 Sie 2006
Posty: 4134
Skad: Internet





Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0.03 sekundy. Zapytań do SQL: 9